Dokąd zmierza centrum Warszawy? Kuriozalne wypowiedzi wiceprezydenta Olszewskiego dla "GW"

Kilka dni temu "Gazeta Wyborcza" opublikowała list architekta Roberta Szumielewicza, który wskazywał na problemy centrum miasta: podkreślał że ze względu na różnorodne czynniki, na czele z wzrostem cen mieszkań, popularyzacją pracy zdalnej w pandemii czy postępującą suburbanizacją, następuje wyludnianie centrum którego smutnym symbolem stały się tzw. darkstore - sklepy służące de facto jako magazyny, z zasłoniętymi witrynami. Te obiektywne trudności są pogarszane przez ideologiczną politykę warszawskiego Ratusza, który walcząc z ruchem samochodowym, powiększa problemy przedsiębiorców ze znalezieniem klienteli czy zniechęca mieszkańców spoza centrum do przyjazdów do centralnej części miasta. Jak tak dalej pójdzie, miasto będzie przypominało opustoszałą i nieatrakcyjną stolicę jednego z dawnych demoludów - ostrzega znany architekt.

Wiceprezydent Michał Olszewski odpowiedzialny za politykę przestrzenną miasta udzielił wywiadu Michałowi Wojtczukowi z "GW", w którym podjął próbę obrony obecnej polityki Ratusza. Niestety, część wypowiedzi wiceprezydenta (znanego z utrzymywania przyjaznych stosunków z lewicowymi "miejskimi aktywistami" oraz podzielania poglądów wspomnianych aktywistów na funkcjonowanie miasta, obejmujących m.in. walkę z ruchem samochodowym poprzez zwężanie ulic czy rozbudowę strefy płatnego parkowania; próbę zmiany struktury transportu poprzez zastąpienie samochodów osobowych rowerami; czy uznawanie bezwzględnej nadrzędności transportu kolektywnego nad transportem indywidualnym) wskazuje, że apel znanego architekta nie tylko nie wywołał w Ratuszu żadnej refleksji lecz wręcz przeciwnie - obecna ekipa zamierza twardo kontynuować swoją politykę.

Olszewski twierdzi, że miasta mają swoją inercję, z której wynika że trudno je szybko zepsuć (wielu warszawskich kierowców się nie zgodzi, od 2018 minęło ledwie parę lat a władzom udało się dokonać wielu zmian na niekorzyść). Na uwagę redaktora Wojtczuka, że lokale w centrum się zamykają, Olszewski stwierdza rozbrajająco: chyba jednak nie aż tak często i uważa, że wystarczy się przejść po knajpach, są tłumy. Zachęcam wiceprezydenta aby jako osoba której decyzje odczuwają tysiące warszawiaków - jednak w swoich działaniach kierował się twardymi danymi a nie wrażeniem, czy w danym momencie w aktualnie odwiedzanym przez niego lokalu jest dużo ludzi, czy mało. Olszewski twierdzi, że utrudnianie zaparkowania w centrum nie wpływa na frekwencję w lokalach czy kondycję przedsiębiorców w centrum. Uważa, że zarzuty w stosunku do Ratusza z powodu jego antysamochodowej polityki to - tu cytat - utyskiwania stałego bywalca galerii handlowych. Czy bywalcy centrów handlowych - którymi jest większość mieszkańców - są w opinii wiceprezydenta jakimś gorszym sortem mieszkańców, niemile widzianym w centrum? Wiceprezydent twierdzi, że wspomniany przez architekta Szumielewicza zarzut, iż centra handlowe są preferowane przez mieszkańców nad centrum, ponieważ da się przy nich zaparkować. Jego odpowiedź jest wręcz niezwykle merytoryczna: dodawanie miejsc parkingowych w centrum to błąd, nowoczesne miasto działa według innego modelu. Twierdzi też, że priorytetem jest zrównoważona mobilność, np. poprawianie oferty komunikacji publicznej. Czyli wiceprezydent twierdzi, że nie istnieje problem zmniejszonej frekwencji w centrum, potem zaprzecza sam sobie twierdząc że takie zjawisko jednak istnieje, ale wśród jakiegoś - jego zdaniem - "gorszego sortu" mieszkańców a na koniec rzuca na to wszystko łychę ideologicznej papki oraz wskazuje cel, którego miasto i tak nie realizuje - na obrzeżach miasta komunikacja miejska tak jak była fatalna, tak jest nadal a jeżdżące w kratkę autobusy raz na 20-30 minut, jadące do centrum 3-4 kwadranse, jakoś nadal przegrywają z wygodnym dojazdem samochodem do centrum handlowego. Rynek zweryfikował, panie wiceprezydencie.

Następnie pan wiceprezydent czyni zarzuty wobec architektów, że wykonują swoją pracę projektując osiedla, zamiast angażować się w ideologiczne projekty Ratusza. Sam przyznaje, że przetargi miasta na projektowanie centrum są nieatrakcyjne dla pracowni, że startują w nich ciągle te same nieliczne pracownie. Olszewski mówi: no cóż, projektowanie mieszkaniówki w szczerym polu najwyraźniej bardziej się opłaca. Dobrze że Olszewski jest świadomy problemu. Zamiast jednak spojrzeć na przyczynę tego stanu rzeczy i uatrakcyjnić ofertę Ratusza, dostosować ją do rynku - żali się i ma pretensje do "tych złych architektów", którzy wolą pracować w atrakcyjnych warunkach, zamiast działać w czynie społecznym. Twierdzi, że pustoszenie miasta (któremu to zjawisku chwilę wcześniej sam zaprzeczał) to wina mieszkańców, którzy wolą wygodny dojazd do centrum handlowego zamiast tłuczenie się w autobusie 45 minut do centrum (o ile ten łaskawie przyjedzie) oraz architektów, którzy zdaniem wiceprezydenta podpisują się pod projektami patodeweloperki.

Wszyscy winni, tylko nie Ratusz i jego polityka.

Olszewski następnie stwierdza, że koncepcja funkcjonalnego centrum jest przestarzała zaś Ratusz wspiera rozwój miasta policentrycznego z lokalnymi centrami do których mieszkańcy mają bliżej (ciekawe jak? I skoro tak - to dlaczego chwilę wcześniej wiceprezydentowi tak przeszkadzało wybieranie przez mieszkańców centrów handlowych poza centrum miasta?). Kończąc, nie można pominąć kuriozalnego stwierdzenia wiceprezydenta, iż w jego rozumieniu nowoczesność i współczesność to pojęcia przeciwstawne, zaś Ratusz chce miasta nowoczesnego, odchodzącego od czasem siermiężnej współczesności. Tłumacząc z urzędniczego na język polski: Ratusza nie interesują uwarunkowania i potrzeby mieszkańców miasta. Ich potrzeby i indywidualne preferencje mają ustąpić kolektywistycznej wizji oświeconych urzędników, którzy spełnienie swoich nierealnych koncepcji utożsamiają z nowoczesnością.

A co z centrum? Centrum będzie tylko dla rowerzystów i pieszych, tak więc będą w nim głównie mieszkańcy obszaru, z którego można łatwo i szybko dotrzeć do centrum rowerem lub pieszo. Czyli najbliższej okolicy. Dodatkowo oczywiście ci, którzy mieszkają nieco dalej, ale nie na tyle daleko aby dojazd komunikacją był mocno niewygodny. Pewnie także ci, którzy ze względu na wykonywany zawód muszą w centrum bywać czy tego chcą czy nie. I ci będą klientami śródmiejskich przedsiębiorców. Pozostali mieszkańcy wskutek zmian które przyniosła pandemia, upowszechnienia pracy zdalnej - będą w centrum bywać rzadziej o ile w ogóle. Czy centrum zupełnie podupadnie? Raczej nie. Czy czekają nas obrazki z centrum Londynu i niegdyś modne adresy z oknami zabitymi dyktą? Niestety zapewne tak. I to od decyzji urzędników w sporej części zależy, czy swoimi działaniami złagodzą to zjawisko, czy je spotęgują. Wnioskując z tego, co mówi wiceprezydent Olszewski - niestety należy spodziewać się tego, że urzędnicy Ratusza sporo w tym temacie popsują.

Jakub Dobromilski